Menu / szukaj

Walter Isaacson „Steve Jobs”

Był rok 1989, gdy dane mi było po raz pierwszy zasiąść przy klawiaturze komputera osobistego. Był to Meritum II (jak zawsze uzupełniam – z miodowym monitorem i pamięcią masową w postaci magnetofonu Kasprzak). Ja uczyłem się BASIC’a a Jobs, Woźniak, Gates i inni tworzyli podstawy tego, co otacza mnie obecnie – era cyfrowej informacji, wszechobecnych komputerów i paneli dotykowych. Obliczeń w chmurze i świetnej (ok, ograniczonej bateriami) mobilności. Czytaj dalej

Hello blog!

Tak jakoś czasami człowieka nachodzą brudne myśli, które podszeptują „a może coś zmienić”. I tak idąc za ich niecnym podszeptem postanowiłem zrestartować bloga. Jak widać   (a w zasadzie nie widać) – nie przenosiłem hurtowo wszystkiego z poprzedniej wersji – pod obecnym adresem znajdą się tylko te rzeczy, które naprawdę chcę tutaj mieć – reszta będzie stopniowo znikać.

Czytaj dalej

Hotel Transylwania

Gdzieś w Transylwanii, za rodzinnym cmentarzem i nawiedzonym lasem Hrabia Drakula wybudował hotel. Hotel nie byle jaki, ponieważ miejsce znajdzie w nim każdy, kto przyjedzie. Czy to Frankenstein, czy rodzina wilkołaków, czy nawet glutowata galareta. Jedynie ludzi tam nie ma. Ludzie bowiem to gatunek, którego panicznie boją się wszystkie potwory. Mogłoby się to wydawać dziwne, ale w końcu ludzie mają widły, czosnek, ogień…

Czytaj dalej

Humanitarium

Pod koniec grudnia 2011 roku na mapie Wrocławia pojawił się nowy punkt nawigacyjny. Fakt ten wywołał mocniejsze bicie mojego serca i ślinotok szarych komórek. Czemu? Bo oto ja, wychowany na SondzieKwancie i Adamie Słodowym dostałem potencjalną możliwość, aby móc wrócić do czasów dzieciństwa aby beztrosko pohasać po rozległych łąkach Wiedzy. Co miało być o tyle ciekawsze, że jako pasjonat nauki i techniki, często dzielę się tym co wiem z Juniorem, który chętnie wypytuje mnie o to, „jak to działa” i „jak to powstaje”. Słowem – we Wrocławiu otwarto Humanitarium. Czytaj dalej

Madagascar 3: Europe’s Most Wanted

Czy mając do dyspozycji lwa, zebrę, hipopotamicę i żyrafę można w sensowny sposób pociągnąć ich historię tak, aby trzecia już część ich przygód nie została z góry okrzyknięta skokiem na kasę?
Wytwórnia DreamWorks stanęła przed ciężkim zadaniem, tym bardziej, że spinoffowy serial „Pingwiny z Madagaskaru” dość mocno wykorzystuje dostępną pulę gagów, żartów i pomysłów w głowach scenarzystów. Na szczęście, okazuje się, że przepis na sukces jest prosty – historię drogi do domu naszych bohaterów potraktowano tutaj jako tło dla dwu zupełnie nowych pomysłów – z jednej strony bowiem mamy trupę cyrkową, w której szeregi nasze zwierzaki (przy użyciu drobnego kłamstwa) się wkręcają, z drugiej strony natomiast dołącza do „obsady” człowiek, a dokładniej francuska najlepsza hycel – Chanel Dubois. Czytaj dalej

Listy do M.

Polskie komedie romantyczne jakie są – każdy widzi. Z nielicznymi wyjątkami są to po prostu wypełnione product placement, płytkie i nijakie zapchajdziury kinowe. Do tego oczywiście dziejące się w idealnym świecie gdzie nawet fałdki na garniturze się nie uświadczy, a jogurt po pociągnięciu za wieczko nie pryska sobą na wszystkie strony. Słysząc o kolejnej takiej produkcji, zawsze się zastanawiam, czy to już nie za dużo. Tak samo było, gdy na ekranach kin zawitały „Listy do M.„. Oczyma wyobraźni już widziałem pętające się co chwilę po planie oleje, masła i herbaty przeplatane maksymalnymi zbliżeniami na „znaczki” na maskach samochodów dostarczonych przez dealerów. Co prawda widząc kilka tygodni wcześniej zwiastun postanowiliśmy z Osobistą Żoną zobaczyć tę produkcję, ale nie oczekiwałem czegoś rewelacyjnego.

Czytaj dalej

Arthur Christmas

„Drogi Mikołaju, jak Ty to robisz, że jednej nocy potrafisz dostarczyć prezenty dwu miliardom dzieci?” -jeśli chcecie dowiedzieć się jak to możliwe, koniecznie musicie zobaczyć „Artur ratuje Gwiazdkę” (jak zawsze pozdrowienia dla tłumaczy). Mając jeszcze w pamięci „Mniam„, postanowiliśmy rodzinnie przekonać się, że jeszcze są na świecie studia poza Pixarem, które potrafią stworzyć dobrą animację. Temat tym bardziej trudny, że chodzi o animację świąteczną – a tu od kilku lat prym wiedzie u nas „Ekspres Polarny„.

Czytaj dalej

2012

W skrócie – jestem zawiedziony.

I w zasadzie można by na tym zakończyć, jednak nie chciałbym Was potraktować tak jak widzów tegoż filmu w zasadzie potraktował Rolland Emmerich, bowiem po obejrzeniu tytułowej produkcji tegoż Pana czułem się mentalnie poniżony. Owszem, była wielka rozpierducha, było efekciarsko, ale to tyle – fabuła kuleje jak ochwacona kobyła, poprawność polityczna płynie z każdego skrawka ekranu, a nasi bohaterowie niczym w dawnych grach na 8bitowe komputerki prąc w lewo dzielnie pokonują kolejne etapy zmieniając tylko i wyłącznie środki transportu. Czytaj dalej